2016/12/01

Lumio & Kooe. Dobre i polskie.



"Nazywam się Anna Błaszczyk, jestem autorką i projektantką LUMIO. Mieszkam i tworzę w Łodzi i to tu, w centrum Europy śnię swój sen o mniej skomplikowanym życiu. Lumio powstało z marzenia by nie dzielić życia na zawodowe i prywatne i by wszystko to co dla mnie ważne mogło spotkać się w jednym miejscu. W mojej pracowni od 2011 powstają nieoczywiste tekstylia i elementy dekoracji wnętrz. Początkowo koncentrowałam się na produkcji autorskich projektów ażurowych dywanów, by w efekcie poszukiwań własnej drogi twórczej powrócić do korzeni. Łączę historię z nowoczesnością. Jestem trzecim pokoleniem związanym z tekstyliami, moja pracownia jest więc kontynuacją rodzinnej tradycji. Dorastałam w atmosferze szacunku dla pracy ludzkich rąk dlatego tak ważne jest dla mnie etyczne podejście do procesu produkcji. Nie miałam wątpliwości podejmując decyzję, że wyroby Lumio będą wytwarzane lokalnie, z użyciem tradycyjnych technik rzemieślniczych. Swoje produkty tworzę z lnu, który zajmuje ważne miejsce w historii polskiego włókiennictwa. Ta niepozorna roślina o niebieskich kwiatkach to mały cud natury. Len jest jednym z najbardziej ekologicznych surowców, od wielu lat jego uprawa i obróbka odbywa się w ten sam niezmieniony i naturalny sposób. Tradycyjny nie znaczy nudny. Dla swoich projektów wybrałam najdelikatniejszą postać lnianej tkaniny – muślin. Już w czasach starożytnych zwiewny, lekko transparentny lniany muślin był synonimem absolutnego luksusu i wyrafinowanego gustu. Tkanina jest niezwykle miękka, lejąca; ma ciekawą teksturę i w niczym nie przypomina lnów jakie znamy. W tkaninie fascynuje mnie jej plastyczność, wielka moc budowania nastroju i przekazywania emocji. – To szara eminencja designu. W swojej pracy często odwołuję się do malarstwa i czerpię z bogactwa jakie ono niesie, a proponowana przeze mnie koncepcja tekstyliów umożliwia tworzenie wyjątkowych obrazów..."

Kiedy raz dotknie się muślinowych lnów z Lumio, jest to miłość od pierwszego wejrzenia.
Tkaniny Anny są niezwykle delikatne (to nie siermiężny, gęsty, nieprzejrzysty, len do jakiego przez lata przywykliśmy),  też bardzo plastyczne, niesamowicie łapią światło, przez co tworzą bardzo malarskie dla oka kompozycje.
Dlatego też stały się ulubionymi akcesoriami foodstylistów, fotografów jedzenia, dekoratorów wnętrz. Cokolwiek nimi nie ozdobisz, działa jak magiczna różdżka, nadaje jakiegoś niewypowiedzianego czaru, jak z obrazów niderlandzkich mistrzów.
Ale są to przede wszystkim bardzo starannie, z wielką dbałością o detal, o jakość, wykonane na najwyższym poziomie rzemieślniczym, tkaniny.
Wszystkie powstają w Polsce, z polskiego lnu, a właścicielka LUMIO, Anna, z którą mam przyjemność czasem korespondować, podchodzi do swoich lnów z wielkimi emocjami, ogromnie zależy jej na jakości, jest wymagająca, chce byśmy my, klienci byli zadowoleni.
Ma mnóstwo pomysłów, oczarował mnie "dżinsowy" len, który mi przesłała do organoleptycznej oceny, czy warto coś z niego robić. Ja czuję, że to będzie sensacja, jest w nim wielki potencjał.
A ja, po cichu czekam (i marzę) na surowy, czarny, sprany len...
Zajrzyjcie na stronę LUMIO, oprócz muślinowych serwet, serwetetek, znajdziecie tam obrusy, bieżniki, zasłony i nowość, narzuty z surowego lnu.
Wszystko wygląda po prostu bajkowo.
 
CERAMIKA KOOE

"KOOE STUDIO to nowoczesne formy tworzone w tradycyjnej technice toczenia na kole garncarskim. Przemyślane przedmioty codziennego użytku powstają z różnych glinianych mas, z klasycznej kamionki, strukturalnego szamotu oraz z delikatnej porcelany. Wysoko wypalana ceramika plus bezpieczne receptury szkliw dają w efekcie oryginalne, w pełni funkcjonalne naczynia. Nazwa KOOE powstała od naszych imion, kojarzy się z kołem, a serce naszej marki to właśnie koło garncarskie. Od wielu lat prowadzimy razem pracownie, ale dopiero tworzenie ceramiki użytkowej, daje nam prawdziwą satysfakcję. W ceramice piękne jest to, że człowiek ma możliwość cały czas się rozwijać, tylko musi nieustannie doświadczać, obserwować i niekiedy eksperymentować z materią. Jesteśmy samoukami, nie uważamy siebie za artystów, raczej chcielibyśmy robić dobre rzemiosło. Istotna jest dla nas jakość, chcemy również tworzyć ceramikę jak najbardziej bezpieczną w użytkowaniu, dlatego tak lubimy wysokie wypały i robienie samodzielnie szkliw z poszczególnych składników. Z robieniem szkliw to trochę jak z pieczeniem chleba, można kupić, ale własny, jak w końcu wyjdzie, nie da się porównać. Kochamy jedzenie i mamy głębokie przekonanie, że ceramikę toczoną, świetnie użytkuje się na co dzień"

Jeśli chodzi o ceramikę, to mam dość wysokie wymagania. Widziałam już trochę, gdyż na fali mody ze Skandynawii i Japonii pracownie ceramiczne wyrosły nam jak grzyby po deszczu.
Jest w czym wybierać, każda pracownia ma swój niepodrabialny styl, te rzeczy naprawdę się różnią, widać różne techniki i kierunki. Jedne cieniuteńkie i lekkie jak bibułka, inne mocne, o organicznych, wręcz prymarnych, kształtach.
Dzieła wiodących pracowni, można z reguły obejrzeć w jednym miejscu, gdy odbywa się w Warszawie jakiś kiermasz lub targi, np. Targi Książki czy tematyczne kiermasze organizowane przez Magazyn Usta.
Ja mam tak, że zawsze zanim kupię, muszę dotknąć, zobaczyć, lubię porozmawiać z osobami, które tworzą te przedmioty.
Kiedy podeszłam do stoiska KOOE, po prostu mnie tam wmurowało.
Ich ceramika jest niesamowicie subtelna, ale nie boisz się dotknąć (i używać), bo jest tak delikatna, że obawiasz się, że rozpadnie się pod palcami. Ogromnie podobają mi się faktury i sposoby szkliwienia i dobór barw, który zawsze mnie zachwyca.
Oraz.
Oraz to jak doskonale wykonane są te przedmioty.
To dzieło nie tylko dobrego rzemieślnika, ale i artysty, jakimi z pewnością są przemili właściciele KOOE.

Zajrzyjcie na stronę KOOE.
Jeśli macie pytania czy wątpliwości, jakie szkliwienie wybrać itd., chcecie zamówić specyficzny rozmiar czy kolor talerzy etc., napiszcie, a z pewnością właściciele Wam doradzą.
Albo wybierzcie się na najbliższe Targi Rzeczy Ładnych, kóre odbędą się 3-4 grudnia, w godz. 11-19, w kamienicy Raczyńskich przy Pl. Małachowskiego 2, w Warszawie. KOOE  LUMIO też tam będą.



2016/11/30

Nowości książkowe na grudzień.

Jesień i zima obfitują w książkowe nowości, jest ich w tym czasie ogromny wybór.
To czas poszukiwań prezentów pod choinkę, a co nadaje się do tego lepiej niż książka?
Dziś mam dla Was trzy nowości, wszystkie kucharskie.
Jedna z nich przeniosła mnie w świat mojego dzieciństwa i świat Mikołajka, za którym szalałam. Uwielbiałam przygody jego i jego przyjaciół, zawsze podszyte czymś pysznym do jedzenia.

Alain Ducasse, człowiek-legenda, uznany za najlepszego kucharza na świecie (i jak się okazuje miłośnik przygód Mikołajka), przygotował trzydzieści przepisów na słodkie przekąski, desery, śniadania, inspirowane książeczkami Rene Goscinny'ego.
W książce znajdziemy takie przepisy jak: naleśniki, pancakes, croissanty, mus czekoladowy, lody, kruszonka z gruszkami, cytrynowe magdalenki, lody czekoladowe, tarta z białym serem, zdrowe ciasteczka, gorącą czekoladę, tartę z jabłkami i wiele innych.
Wszystkie, z założenia, łatwe do przygotowania z dziećmi.
Dodatkowym walorem książki są cytaty i rysunki z Mikołajka, przy których uśmiałam się do łez. Aż mam ochotę znów wrócić do tych książeczek. Macie, w Mikołajku, swojego ulubieńca?




Kolejne dwie nowości to książki Jamiego Olivera, zacznę od tej ze świątecznymi przepisami.


To gruba pozycja, zawierająca, jak zaznacza Jamie, przepisy które zbierał siedemnaście lat.
Aż sprawdziłam, czy rzeczywiście, nie było już jego książki z takimi przepisami? Mam wrażenie, że on odpowiada na wszystkie potrzeby czytelnika, ale nie. W UK pojawił się program tv, Święta Jamiego...i tyle.
Książka jest opasła, zawierająca wszystkie brytyjskie, świąteczne klasyki, i jeszcze sporo więcej inspiracji na około świąteczne przysmaki. Wstęp do książki otwiera cudowna dedykacja dla jego nieżyjącej już Babci, ciepła i wzruszająca. Jamie, jak zwykle, pokazuje nam migawki ze swoich rodzinnych świąt, swojej kuchni i życia swojej rodziny, naturalne i trochę rustyjlane, co sprawia, że książka jest ciepła i domowa. A przepisy, jak zawsze u Jamiego, stosunkowo  łatwe do przygotowania.






Druga książka Jamiego, "Gotuj zdrowo dla całej rodziny", to zbiór przepisów na łatwe i lżejsze dania, z tej zdrowszej strony kuchni.



Co to jednak znaczy zdrowe?
Dla każdego zdrowe znaczy co innego.
Dla jednego to, że nie je glutenu, dla innego dieta wegańska, bez laktozy, dla kolejnego paleo czy raw.
Trzeba tu zaznaczyć, że przepisy z tej książki, nie mieszczą się w pełni, w żadnej z w/w kategorii.
Zdrowo dla Jamiego to jedzenie zrównoważone: czasem bez mięsa, gdzieniegdzie bez glutenu, mało cukru, z dużą ilością warzyw i owoców, pełnoziarnistym makaronem i pieczywem zamiast białego, jogurtem zamiast śmietany, różnorodnie i bardzo kolorowo. Znajdziemy tu sporo zup, potraw jednogarnkowych, curry i potrawek, zapiekanych warzyw, naleśniki, musli, ogromny wybór kanapek na razowym chlebie (z tym co lubię najbardziej, awokado), przeróżne kasze, zapiekanki, sałatki, sporo dań bezmięsnych.







2016/11/08

Roślinne pesto z awokado.







Nadszedł czas kolorowych liści pod stopami, deszczowych, szarych dni, kiedy przedpołudniem trzeba siadać z książką przy oknie, bo już szara godzina (a nie lubię sztucznego światła w ciągu dnia), koniecznie z ciepłym szalem na ramionach.

Teraz chce mi się tylko samych ciepłych rzeczy i najchętniej non stop gotowałabym pożywne, gęste zupy, jednogarnkowe dania z soczewicą, cieciorką czy stir-frye z zimowymi warzywami, różne kasze, które zawsze rozgrzewają mnie od środka.
Nadszedł naturalny czas zwolnienia, zimowej hibernacji, choć ta zima będzie u mnie zupełnie inna, nie spowolniona.
Ostatnie miesiące były niezwykle zabiegane i pracowite (zapewne zauważyliście rzadszą moją obecność na blogu) i jestem bardzo wdzięczna losowi, za wszystkie niesamowite możliwości rozwoju jakie mi zsyła, ludzi których stawia na mojej drodze, za wszystkie długie i szalone godziny spędzone na planie zdjęciowym, w pracy, ze wspaniałymi ludźmi, z którymi można konie kraść, wygłupiać się i śmiać do bólu brzucha...

Chciałam też podzielić się z Wami nowiną: piszę swoją pierwszą książkę, która ukaże się jesienią przyszłego roku. Czuję się trochę jak przed maturą, trema i stres, ale też podekscytowanie i motyle w brzuchu. Trzymajcie kciuki!

Tymczasem zostawiam Was z duużą porcją zdjęć i przepisem na nietypowe pesto, z migdałową posypką a'la "parmezan". Kremowe, sycące, o wspaniałym posmaku orzechów włoskich dzięki dodatkowi awokado (tak, tak, awokado wcisnę wszędzie), które naprawdę robi tu wspaniałą robotę. Pyszne samo z makaronem, czy na kromce chleba, ja lubię też dodać krewetki przesmażone na oliwie z chilli powder hot i kilkoma kroplami sosu rybnego. Mniam!


Uściski!
Patrycja
















Roślinne pesto z awokado

migdałowa posypka a'la parmezan:
2 łyżki mielonych migdałów
2 łyżeczki nieaktywnych drożdży/płatków drożdżowych  (do kupienia w sklepie ze zdrową żywnością)
mała szczypta soli
ok. 2 łyżeczki oliwy z oliwek

Wszystkie składniki, oprócz oliwy, wymieszać.
Polać oliwą i wymieszać łyżeczką, aż utworzą die drobniutkie grudki/ okruszki. 

pesto:
listki z jednej doniczki bazylii
2 łyżki pestek słonecznika
1/2 bardzo dojrzałego awokado
1 ząbek czosnku
sól
oliwa z oliwek, ok 2 łyżek

Czosnek przecisnąć przez praskę, na deskę.
Posypać solą i rozetrzeć łyżeczką (jak na zdjęciu).
Listki bazylii umyć i dokładnie osuszyć.
Do czosnku dodać słonecznik i bazylię, siekać do ulubionej konsystencji.
Dodać awokado i razem, krótko, posiekać.
Całość polać oliwą, dodać posypkę migdałową (ok. 2-3 łyżeczek zostawiam do posypania makaronu).
Pesto można przechowywać w lodówce ok. 24 godz., wtedy wierzch polać oliwą i przykryć folią, lub przełożyć je do słoika.
Podawać z ulubionym makaronem, na grzance, na plastrach pomidorów malinowych lub gdzie tylko najdzie nas ochota.
Ja lubię też łączyć je z krewetkami przesmażonymi na oliwie, z chilli powder hot i kilkoma kroplami sosu rybnego i podawać z makaronem,


Smacznego!